Przejdź do treściSkip to content

In Pectore — więcej niż tylko chór

Nasza muzyczna podróż rozpoczęła się cicho, w głębi serc połączonych wspólnym pragnieniem śpiewania. Od pierwszych dźwięków, które zaśpiewałyśmy razem, poczułyśmy niesamowitą siłę muzyki, zdolną uzdrawiać dusze i łączyć ludzi.

In Pectore to nie tylko chór. To wielka rodzina, w której każdy głos jest ważny. Śpiewamy o miłości, marzeniach, nadziei i wierze w przyszłość. Nasze koncerty to zawsze święto, pełne szczerych emocji i niepowtarzalnej atmosfery.

Jesteśmy wdzięczne naszej dyrygentce Olenie Radko, która stała się dla nas nie tylko nauczycielką, ale także przyjaciółką i inspiracją. Dzięki jej talentowi i oddaniu muzyce wciąż się rozwijamy i osiągamy nowe szczyty.

Cytaty uczestniczek

Zobaczyłam ogłoszenie o naborze do dziecięcego chóru. Od razu postanowiłam przyprowadzić moją córkę na przesłuchanie, aby mogła znaleźć przyjaciół i bezpieczne środowisko, gdzie mogłaby porozumiewać się w rodzimym języku i robić to, co kocha. Wtedy wcale nie zdawałam sobie sprawy, że tego samego potrzebuję i ja.
Jestem bardzo wdzięczna Olenie za stworzenie naszego dorosłego chóru. Za spotkanie tylu pięknych, utalentowanych i odważnych dziewczyn. Za nasz śmiech, łzy, błyszczące oczy, śmieszne miny na rozgrzewkach. Za wzajemne wsparcie i nadzieję, że wszystko się uda — nie tylko w śpiewie ❤

Ołena

W moim życiu śpiew i chór pojawiły się tylko w szkole podstawowej. W dorosłym życiu mogłam sobie wyobrazić siebie jako troszkę artystkę, ale na pewno nie jako pierwsze soprano. 😃 Jednak stało się tak, że moje dziecko przepada za śpiewaniem, dzięki czemu dowiedziałam się o naborze do chóru rodziców. I stał się cud — zostałam przyjęta! Dziś śpiewam już 2 lata. Dla mnie chór to wszystko: śpiew, odkrywanie czegoś nowego, arteterapia i terapia śmiechem i krąg ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Jana

Od dzieciństwa muzyka była moim towarzyszem. Wszystko zaczęło się od fortepianu, wysokich stosów nut i zamarzniętych rąk na zimowych egzaminach. Jak u wielu dzieci, pojawiały się myśli, aby rzucić muzykę. Jednak ostatni akord egzaminu końcowego stał się początkiem nowego etapu — zaproszono mnie do spróbowania sił w śpiewie. I ten świat mnie pochłonął! Potem "popłynęłam z prądem" - była gitara, flet, kontrabas, domra. Życie jednak na długo oddaliło mnie od muzyki — kariera, dzieci… Śpiewałam, co najwyżej, kołysanki dla synków.
I nagle — nieoczekiwane ogłoszenie o naborze do chóru dorosłych. Muzyka wróciła do mojego życia, napełniając je radością z tworzenia. Jestem wdzięczna losowi za ten prezent!

Tetiana

Dołączyłam do chóru In Pectore w październiku 2025 roku, przeszłam przesłuchanie, a potem… po prostu nie potrafiłam już opuścić ani jednej próby czy koncertu. Dla mnie chór to lekarstwo dla duszy, tak potrzebny i cenny kontakt z ludźmi o podobnej wrażliwości, z osobami utalentowanymi, poczucie udziału w czymś pięknym. Z całego serca dziękuję pani Olenie Radko za wiarę w nas, za piękne i niezwykłe utwory, które wykonujemy pod jej kierunkiem, i za ten cud — In Pectore.

Albina

Mój pierwszy sezon. Niestety nie we wszystkim udało mi się wziąć udział, ale i tak — to było kilka miesięcy czystej frajdy (choć po niektórych próbach zdarzało się i szlochać, no cóż…)
Śpiew w chórze to wyjątkowe doświadczenie, które pozwala wiele zrozumieć — i o sobie, i "o życiu". Z jednej strony jesteś tylko małą cząstką jednego mechanizmu i sama, choćbyś nie wiem jak się starała, wspólnego efektu nie zapewnisz. Z drugiej — jeśli się nie przyłożysz, możesz zepsuć wszystko, na co zapracowali inni. Dlatego ważna jest każda na swoim miejscu, a stworzyć coś spójnego można tylko we współpracy i jedności. I właśnie to poczucie jednoczesnej odpowiedzialności oraz wspólnego wsparcia i zaufania jest absolutnie niesamowite. I możliwe chyba tylko w zespole, w którym poza relacjami twórczymi ludziom po prostu dobrze jest razem. Rozmawiać, rechotać, współczuć. A najważniejsza w tym wszystkim jest osoba, która cały ten ludzki i twórczy materiał zbiera, kształtuje, prowadzi, inspiruje, a czasem praktycznie ciągnie na własnej energii. To zresztą osobna przyjemność — patrzeć na pracę naszej pani Oleny na próbach: jak skrupulatnie i cierpliwie lepi się, buduje każda fraza, każda nuta. Jak się ją oczyszcza, szlifuje, nadaje jej ostateczny kształt. Kiedy grasz na instrumencie jako solistka, robisz to sama; tutaj robią to z tobą. Tobą. Po mistrzowsku i pewnie. Make us instruments))
Takie oto wyszło wyznanie miłosne)) Mogę więcej. Ale nie będę. Podziękuję tylko: mojemu In Pectore, moim bliskim, którzy bardzo mi pomagali, żeby to wszystko w ogóle mogło się wydarzyć, i naszym słuchaczom, którzy dawali nam możliwość śpiewania dla nich i cieszenia się szczerymi brawami oraz wdzięcznością.
A wy, jeśli pomyślałyście "ja też bym tak chciała", przychodźcie do nas, można dołączyć;)))

Alla